Twoja przeglądarka nie posiada wtyczki pozwalającej na oglądanie elementów w tej technologii.
Aby pobrać wtyczkę przejdź pod adres:
http://get.adobe.com/flashplayer/
Odyseja kosmiczna Alexandra McQueena
Zapowiedź ekologicznej katastrofy i powrót do prehistorii? Brytyjski projektant, jak sam zaznaczył, zainspirował się platońskim mitem o Atlantydzie (Ys) i opowiedział historię ludzkości, która przybyła z dna morza i tam właśnie powróci podczas kataklizmu.
Pokaz w Paryżu, na żywo transmitowany przez SHOWstudio.com Nicka Knighta aż do ostatniej chwili trzymał w napięciu. Scenografia była zapowiedzią spektakularnej kolekcji – na wielkim ekranie można było podziwiać film z leżącą na piasku Raquel Zimmermann, po której pełzały węże. Podświetlony błyszczący wybieg otaczały ogromne kamery, przypominające roboty. Modelki wyszły ubrane w krótkie sukienki, których nadruki, z pogranicza science-fiction i paleontologii, przywodziły na myśl skórę wymarłych gatunków sprzed kilkuset milionów lat. Każda z sukienek była efektem połączenia grafiki komputerowej ze sztuką (nadruki stworzono komputerowo). Celem było stworzenie kolekcji nawiązującej do świata zwierząt przyszłości, zmutowanych gatunków, żyjących na Ziemi po jej zagładzie.
Ta apokaliptyczna wizja pewnie nie przypadkowo zrodziła się równocześnie, co wytwór nowoczesnej grafiki „Avatar”. Futurystyczne fryzury rodem z dżungli i pozbawiony kolorów makijaż uwydatniający budowę czaszki razem podkreślają, że ludzie też należą do świata zwierząt. McQueen zadaje pytanie o przyszłość, która być może w przeciwieństwie do wizji filmów science-fiction zapowiada nam powrót do natury u jej podstaw.
autor Ewelina Dziewiela
Alexander McQueen / wiosna - lato 2010
Komentarze
Prosze się zalogować aby móc dodawać komentarze.
World Fashion
Twoja przeglądarka nie posiada wtyczki pozwalającej na oglądanie elementów w tej technologii.
Aby pobrać wtyczkę przejdź pod adres:
http://get.adobe.com/flashplayer/
Staram się, jak za dużych ramion w marynarce, unikać stwierdzeń typu: poraża, zachwyca, wbija w fotel (no, w moim przypadku to w kanapę), olśniewa. Będę więc konsekwentny i nic nie napiszę. O!
:)