Balmain i Balmania
Ten paryski dom mody ma za sobą już 65 lat historii. Jego założycielem był Pierre Balmain, który od najmłodszych lat miał styczność z modą – jego matka i siostry posiadały swój butik z ubraniami.
Projektant studiował architekturę w Ecole des Beaux Arts, jednak nigdy nie ukończył studiów, bo każdą chwilę poświęcał tworzeniu sukienek, chociaż wiedzę nabytą w szkole wykorzystywał do swoich projektów, bo jak sam miał kiedyś powiedzieć „projektowanie ubrań jest architekturą ruchu”.
Już w trakcie studiów, w 1939 roku rozpoczął pracę dla Edwarda Molyneaux, a wkrótce potem połączył siły z Lucienem Lelongiem i Christianem Diorem, z którymi pracował przez cztery lata. Ostatcznie, w 1945 roku założył swoją własną linię, którą sprzedawał m.in. w Stanach Zjednoczonych. Znany z pełnych spódnic i mocno podkreślonej talii w stylu New Look oraz eleganckich doskonale uszytych kostiumów Balmain ubierał największe gwiazdy do ich rólm, m.in. Mae West, Vivien Leigh, Brigitte Bardot („I Bóg stworzył kobietę”), Josephine Baker i Sophię Loren („Milionerzy”). Został wyróżniony nagrodą Drama Desk Award za najbardziej wyróżniające się kostiumy do filmu „Happy New Year” w 1980 roku.
W 1964 roku Pierre Balmain napisał biografię „Moje lata i sezony”. Po jego śmierci w 1982 roku jego miejsce zajęło kilku projektantów, w tym w 1993 roku Oscar de la Renta. W tym okresie dom mody Balmain zajmował się głównie Haute Couture. Od 2005 roku nazwisko i marka Balmain znowu nie schodzi z ust dziennikarzy, buyerów i gwiazd, a stało się tak za sprawą projektanta Christophe Decarnina, który po siedmiu latach pracy na stanowisku dyrektora artystycznego Paco Rabanne objął to samo stanowisko w Balmain. Od tamtej pory świat opanowała „Balmania” na punkcie jego dopasowanych, poszarpanych i wybielanych dżinsów za ponad 1000 Euro, marynarek i skórzanych kurtek z ćwiekami i sterczącymi ramionami za ponad 6 tys. Euro i „motocyklowych” akcesoriów. - To, co Christophe Decarnin zrobił dla Balmain to przełamanie tradycji – skomentowała Kate Phelan, szefowa działu mody brytyjskiego Vogue – Marka stała się cool. Trochę „szmaciarskie”, ale szykowne – rockandrollowe i sexy – a tego właśnie brakuje w modzie. Niebotyczne ceny Balmain stały się równie głośne, co kolekcje Decarnina, jednak od jego debiutu marka podwoiła swoją sprzedaż, a w 2008 roku sięgnęła 28 milionów dolarów. Erin Mullaney, kupująca dla butiku Brown's w Londynie przyznała, że nawet kryzys nie powstrzymał „Balmanii”. - Mamy listy oczekujących i musimy ciągle zamawiać nowe rzeczy, bo ciągle ich brakuje. Ludzie wiedzą, że to inwestycja. Ten dom mody jest tym, w co chcą inwestować i kupować jego projekty, bo Christophe Decarnin sprawił, że stał się naprawdę pożądany. - podsumowała Mullaney. Nie tylko klienci oszaleli na punkcie Balmain, ale też inni projektanci, co widać w ich pracy.
W sezonie jesień zima 2009 przerysowane ramiona i ćwieki pojawiły się na większości wybiegów, od Givenchy, Isabel Marant po Dolce & Gabbana, gdzie ramiona stały się bufiaste i wręcz przytłaczające sylwetkę. Ubrania projektanta pokochały też m.in. Emanuelle Alt, szefowa działu mody paryskiego Vogue oraz Barbara Martelo z hiszpańskiego Vogue. Z takim wsparciem nie ma w tym nic dziwnego, że Christophe Decarnin ze swoją wizją Balmain stał się najbardziej pożądanym projektantem, najprawdopodobniej, dekady.
autor Ewelina Dziewiela
Balmain / wiosna - lato 2010
Brak komentarzy
Prosze się zalogować aby móc dodawać komentarze.
Leksykon Mody
Twoja przeglądarka nie posiada wtyczki pozwalającej na oglądanie elementów w tej technologii.
Aby pobrać wtyczkę przejdź pod adres:
http://get.adobe.com/flashplayer/